Czarne skrzynki – kilka uwag o analfabetyzmie technologicznym

Stopniowo stajemy się technologicznymi analfabetami. Do tego wniosku, oprócz własnych rozmyślań, doprowadziły mnie dwie publikacje oraz wrażenia z użytkowania interfejsu Metro w nowym Windows 8, a także sposób w jaki obudowany jest mój iPad.

Większość z was zetknęła się z dwoma ostatnimi fenomenami, natomiast warto w kilku słowach opisać wspomniane wyżej publikacje. Chodzi o raport Dzieci Sieci – podsumowanie badania nad sposobami zachowań oraz nad internetowymi kompetencjami komunikacyjnymi najmłodszych. Drugim wydawnictwem jest książka Piotra Celińskiego Interfejsy. Cyfrowe technologie w komunikowaniu, w której autor poddaje medioznawczej i antropologicznej refleksji pojęcie interfejsu oraz analizuje wpływ samej technologii-medium na współczesność. Dzięki Celińskiemu, udało mi się wreszcie ubrać w pojęcie to, co od dłuższego czasu chodziło mi po głowie.

Technologiczny analfabetyzm ma miejsce na obu poziomach naszej interakcji z nowymi technologiami. W warstwie software objawia się on stanem, w którym użytkownik nie zdaje sobie sprawy oraz nie ma wpływu nie tyle na to, co dzieje się na poziomie kodu źródłowego programu, ale nawet w mniej odkrytych warstwach graficznego interfejsu. Z kolei na poziomie hardware jest on skutkiem postępującej tendencji do fizycznego zamykania sprzętu – braku możliwości nie tylko ingerencji, ale nawet dostępu do wnętrza obudów naszych urządzeń.

Jeszcze pięć lat temu, razem z kolegą złożyliśmy komputer z części kupionych wcześniej w hurtowni – sami dobraliśmy najbardziej odpowiednią konfigurację, a następnie zainstalowaliśmy system operacyjny. Było to tuż przed pierwszą falą popularności notebooków. Sprzęt działa do dziś, ale warto zaznaczyć, że był zarazem moim ostatnim komputerem nie-mobilnym. Rok później przyszła pora na laptopa, w którym po roku wymieniłem dysk twardy, baterię oraz dołożyłem pamięć. Nie mogłem jednak włożyć do niego kilku dysków, o wymianie innych podzespołów nie wspominając. Dziś pracuję zarówno na laptopie, jak i na tablecie. iPada mogę już tylko używać, nie bez satysfakcji oczywiście, ale jakakolwiek ingerencja w jego hardware nie jest możliwa.

Moja styczność z systemami operacyjnymi i aplikacjami rozpoczęła się od systemu Microsoftu – MS-DOS. Potem pracowałem już tylko w środowiskach oferujących graficzny interfejs użytkownika (Windows 98, XP). Kilka lat temu przesiadłem się na OS X. Dopiero  pojawienie się mobilnych systemów operacyjnych przyniosło rewolucję. Rezygnacja z dostępnej dla użytkownika struktury katalogów oraz możliwość pracy tylko w jednej pełnoekranowej aplikacji, zmieniły sposób naszej interakcji z urządzeniami. Wprowadzenie interfejsu Metro w najnowszej wersji najpopularniejszego systemu operacyjnego oraz dążenie do jak największego upodobnienia oraz integracji jego mobilnej i stacjonarnej wersji jasno wskazuje na ogólną tendencję.

Jesteśmy świadkami postępującej alienacji produktu (urządzenia oraz jego oprogramowania) od użytkownika. Uproszczenie interfejsu użytkownika ułatwia interakcję z urządzeniem, zaś rozwój technologii pozwala na automatyzację kolejnych procesów, które można ukryć przed użytkownikiem – nie musimy już dbać o odpowiednie ustawienie rozdzielczości ekranu, czy zarządzanie energią. Zamiast tego możemy skupić się na pracy przy efektywnym wykorzystaniu rozwiązań, które oferuje nam dane urządzenie, zwłaszcza, że każda z aplikacji stanowi osobny strumień informacji. Zamknięcie systemu chroni również go przed nami samymi – bardzo trudno zepsuć coś, co nie znajduje się w naszym zasięgu oddziaływania.

Należy jednak pamiętać o ciemnej stronie tego zjawiska – analfabetyzmie technologicznym. Wraz z postępującym zamknięciem urządzeń i ich systemów, w coraz większym stopniu stają się one czarnymi skrzynkami. Nie chodzi tu oczywiście o możliwość własnoręcznej naprawy urządzenia w garażu, ale np. o pozorną transparentność interfejsów, utrudniającą dostrzeżenie procesu formatowania naszych sposobów korzystania z komputerów i tabletów. Brak możliwości ingerencji w zaawansowane ustawienia systemu, czy hardware urządzeń, stawia użytkownika przed faktem dokonanym – może on jedynie zaakceptować wytwór-koncepcję jego producentów i używać go dokładnie w taki sposób, jaki został wymyślony oraz zaprogramowany w dziale R&D korporacji.

Jako filozof jestem zobowiązany do nieustannego zadawania pytania o warunki działania rzeczywistości, która mnie otacza. Nie możemy pozwolić by kolejne obszary świata, zanurzonego tak bardzo w technologii, wymykały się naszemu zrozumieniu. Powinniśmy być bardzo zadowoleni z faktu, że “it just works”, lecz nie zwalnia nas to od refleksji nad tym, czym jest dla nas tablet i dlaczego działa właśnie w taki sposób. Im więcej urządzeń i rozwiązań stanie się w zbiorowej świadomości tajemniczymi artefaktami, tym trudniej będzie nam te pytania formułować.

Zdjęcie z kafelka pochodzi ze strony: http://www.flickr.com/photos/ergonomic/3367953370/

Udostępnij!Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Również może Ci się spodobać...

Liczba odpowiedzi: 8

  1. JSMill pisze:

    Absolutnie zgadzam się z tezą tego artykułu. Dlatego dziwi mnie, że jego autor korzysta z produktów Apple.
    Zauważyłem, że to właśnie firma z Cupertino zapoczątkowała modę zarówno na zamknięte systemy, jak i fizyczne zablokowanie wnętrza maszyny przed „niepowołanymi rękami użytkownika”. Z tego powodu nie posiadam obecnie żadnego ich produktu. Niestety, inni producenci, podążając za trendem, powielają jabłkowe błędy. Uważam nawet, że „innowacje” wspomnianej firmy przyczyniają się do regresji w rozwoju technologii i technologicznych kompetencji społeczeństwa.

    • SunTzu pisze:

      Tylko autor nie zauważa podstawowej różnicy. O ile jabłkowe urządzenia faktycznie ograniczają człowieka to jednej podstawowej aplikacji…. Nie wspierają gestów, nie wspierają interakcji i wielozadaniowości…

      To wystarczy rzucić okiem dalej i wspomniany Windows 8 oferuje już wielozadaniowość. Sposób jaki MS rozwiązał pracę wielozadaniową jest świetny. Praca w dwóch aplikacjach jest tutaj świetnie rozwiązana.

      Podobne rozwiązanie stworzył samsung w swoim API do Android-a. Jednak to rozwiązanie nie działa tak sprawnie. To jednak oferuje szereg funkcji jakich nie ma Windows 8.
      —————–
      Co do polityki zamkniętego sprzętu warto dodać, że Apple będzie integrował RAM w płyty główne i dodaje „chip” zgodności, do dysków twardych. Nie wspomnę o procesorach, gdzie np. był inny socket (MBA).

      Czy sam fakt, że Apple od wielu lat nie potrafi stworzyć komputera, który by się nie przegrzewał.
      (dlatego Apple nigdy nie zastosuje układów AMD)

  2. Nat pisze:

    Zgadzam się w zupełności z tym, co piszesz. Jednak wydaje mi się, że teraz jest to zwyczajnie bardziej widoczne. Kiedyś przeciętny użytkownik wiedział o systemie tyle co teraz. Problem polega na tym, że nowe technologie cienkich i „macanych” urządzeń są dostosowane właśnie do takich użytkowników. Brak możliwości rozbudowania mobilnego komputera to raczej kwestia ekonomiczna (kup nowe bo jest lepsze, Apple próbuje to swoim klientom wmówić od dłuższego czasu), jak również cena za lekkość i minimalistyczne wzornictwo nowych produktów, które mają być litymi, srebrnymi i świecącymi płatkami. Jak wiesz, stare pecety urodą nie grzeszyły, ale można było je rozbudowywać latami. Myślę, że to właśnie kwestia ekonomiczna napędza analfabetyzm, o którym piszesz.

    • Łukasz Mirocha pisze:

      Oczywiście. Ale problem tkwi także w pewnym „rozleniwieniu” użytkownika – po co obchodzić system, szukać nowych rozwiązań, skoro wszystko świetnie działa. Brak świadomości, że można inaczej jest najbardziej niebezpieczny.
      Dlatego coraz bardziej istotny wydaje się problem ignorowania przez system oświaty, jednej z kluczowych umiejętności dla przyszłych pokoleń – nauczmy dzieci języków programowania. Estonia i Wielka Brytania wdrażają już takie projekty. Tylko w ten sposób możemy „odczarować” magiczne, czarne skrzynki.

      • Nat pisze:

        Myślę, że to kwestia „mainstreamowego” sprzętu. Windowsa i Jabłka nikt nigdy nie podkręcał (chyba, że się jarał komputerami”). Teraz ci, którzy to robili i ich nowi następcy wolą bardziej otwarte systemy jak Android i Linuxy. Ale mam wrażenie, że w głównej myśli się zgadzamy:) A o projekcie uczenia oprogramowania małych dzieci czytałam i cieszy mnie to jak mało co. Szkoda, że sama nigdy nie załapałam się na takie ciekawe lekcje.

      • Flaca pisze:

        12 listopada w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym odbyła się konjfrencea World Usability Day 2009. Wystąpiło w niej czterech prelegentf3w, ktf3rzy omawiali problemy związane z użytecznością serwisf3w internetowych i nie tylko. Na sali zgromadziło się sporo ludzi z 200 zgłoszonych tylko nieliczni postanowili zostać w domu. Frekwencja zatem dopisała.

  3. Jahu pisze:

    Na całe szczęście jest Android. W tabletach, jeśli chodzi o sprzęt nie da się wiele zmienić, ze względu na skalę integracji. Ale za to w niektórych modelach można do woli kombinować z oprogramowaniem. Rootować, a nawet próbować instalacji „prawdziwego” Linuxa. Sądząc po forach Androida, to właśnie dzieci radzą sobie z tym najlepiej. To o czym piszesz dotyczy ludzi ery PC, którzy nie radzą sobie z urządzeniami post-PC. To normalna tendencja, nie da się na to wiele poradzić, a latka lecą.

    • SunTzu pisze:

      Ja bym powiedział raczej, że nie, że nie radzą sobie…
      Tylko urządzenia post-PC są dla nich niewygodne. Bo zbyt głupie, mało „smart” :P

      Za to dla plebsu urządzenia są fajne, bo potrafią wykorzystać nie 3%, a 25% możliwości urządzenia.

Dodaj komentarz