Efekt Aplikatyzacji. Czyli o tym, dlaczego powstał Facebook Messenger

Aplikatyzacja naszej interakcji z cyfrowym ekosystemem informacyjnym, a zwłaszcza z usługami sieciowymi, dzięki rosnącej popularności urządzeń mobilnych, stała się znakiem rozpoznawczym ewolucji technologicznej pierwszych dekad XXI w.

Aplikatyzacja – czyli co? Najkrócej można objaśnić to zjawisko jako postępującą tendencję do odchodzenia od przeglądarki internetowej, a coraz częściej także od eksploratorów struktury plików w środowisku systemów operacyjnych, na rzecz aplikacji służącej do korzystania z konkretnej usługi sieciowej.

Aplikacje istnieją zarówno w systemach operacyjnych komputerów osobistych, jak i w systemach mobilnych. Pakiet Office, odtwarzacz audio, program do edycji wideo – to wszystko są oddzielne narzędzia służące do wykonywanie konkretnych zadań. Czym więc różnią się one od aplikacji znanych z urządzeń mobilnych? Pozornie niczym. Różnica tkwi w sposobie w jaki korzystamy z usług sieciowych. Interakcja z siecią z poziomu komputera oraz urządzenia mobilnego przebiega zupełnie inaczej.

Gdy łączymy się z internetem za pomocą komputera osobistego, przeważająca większość naszej interakcji z siecią przebiega za pośrednictwem przeglądarki internetowej. Jest ona hiper-aplikacją, która zapewnia nam dostęp do poczty, serwisów społecznościowych, witryn. Cały internet, a co za tym idzie, także nasz user experience towarzyszący tej czynności, sformatowany jest według wymagań i możliwości przeglądarek. Niespecjalnie nam to przeszkadza. Dekady korzystania z internetu doświadczanego właśnie w tej formie sprawiły, że ten sposób jest dla nas naturalny, pracujemy wtedy najwydajniej.

Wprowadzenie na rynek smartfonów, a następnie tabletów, doprowadziło do pojawienia się alternatywnego modelu korzystania z sieci. Stosunkowo małe ekrany tych urządzeń utrudniają wyświetlanie zawartości internetu w klasyczny sposób, choć zarówno iOS, jak i Android, czy Windows Phone pozwalają na przeglądanie sieci dzięki wbudowanym przeglądarkom. Nie należy też zapominać o nowej formie interakcji z tymi urządzeniami – interfejsie taktylnym. Powyższe uwarunkowania doprowadziły do konieczności opracowania innego sposobu korzystania z możliwości urządzeń mobilnych – aplikacji.

Zastosowanie pełnoekranowych aplikacji wykorzystujących całą dostępną przestrzeń, interfejsu dotykowego oraz informacji pochodzących z szeregu czujników (GPS, żyroskop, akcelerometr) otworzyło nowy rozdział w interakcji człowiek-komputer. Obserwujemy obecnie rosnącą fragmentację sieci – coraz większa liczba usług posiada swoje aplikacyjne odpowiedniki. Aplikacje agregujące treści z klasycznych serwisów (Flipboard, Pulse), umożliwiające zakupy w internecie (Allegro, eBay), programy pocztowe, klienty cloud storage (Google Drive, Dropbox) i wiele innych przybrały obecnie formę osobnych strumieni informacyjnych. Dotąd dostęp do wszystkich tych usług zapewniała przeglądarka internetowa.

Jak aplikatyzacja wygląda w praktyce? Otóż w tej chwili zainstalowane mam w telefonie trzy aplikacje, pozwalające mi zarządzać różnymi usługami Facebooka, mogę także dokupić szereg innych, pozwalających na szybkie dodawanie zdjęć etc. Problem tkwi w tym, że jeśli chcę edytować opublikowany post, przejrzeć statystyki odwiedzin strony, wykonać jakąś bardziej skomplikowaną czynność niż udostępnienie statusu, w dalszym ciągu najwygodniej jest mi użyć do tego przeglądarki i za jej pośrednictwem zalogować się do serwisu. O ile na tablecie nie stanowi to większego problemu (duży ekran), wykonywanie takich operacji z poziomu smartfona jest już większym wyzwaniem.

Aplikatyzacja nie jest oczywiście zjawiskiem negatywnym, problem leży raczej po stronie użytkownika i pokonania jego przyzwyczajeń. Czytniki RSS, aplikacje agregujące treści, stanowią świetne narzędzia, które przyspieszają naszą pracą, nie musimy bowiem odwiedzać codziennie dziesiątek stron w poszukiwaniu interesujących nas informacji. Aplikacje funkcjonują na zasadzie zamkniętych uniwersów, dzięki temu można dowolnie modyfikować ich szatę graficzną oraz interfejs, tak by jak najlepiej wykorzystał on możliwości, jakie dają nowe sposoby interakcji, dostęp do mobilnego internetu oraz mobilność samych urządzeń. Jak zwykle, to po stronie użytkownika spoczywa obowiązek przyswojenia sobie kolejnego kodu komunikacji z urządzeniami.

O zjawisku aplikatyzacji i jego przyszłych konsekwencjach pisze m. in. Forbes:

Zdjęcie kafelka pochodzi ze strony: http://pixabay.com/en/tree-apps-structure-networks-240470/

Udostępnij!Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Również może Ci się spodobać...

Liczba odpowiedzi: 3

  1. Freja pisze:

    Programy pocztowe, czytniki grup dyskusyjnych, klienty FTP, telnet itp są starsze niż www i jego przeglądarki. Komunikatory internetowe mają ze 20 lat. Zatem aplikacyzjacja internetu jest trendem starszym niż przeglądarki.

    Również ze zdaniem:

    „Cały internet (…) sformatowany jest według wymagań i możliwości przeglądarek (…) Dekady korzystania z internetu doświadczanego właśnie w tej formie sprawiły, że ten sposób jest dla nas naturalny, pracujemy wtedy najwydajniej.”

    Nie sposób mi się zgodzić. Internet to nie tylko przeglądarka (jak zdaje się myśleć wiele osób poniżej 30 roku życia), również odnośnie wygody obsługi poczty przez bramkę www miałabym duże zastrzeżenia, bo nie wyobrażam sobie czytania jej wygodniej niż przez dedykowany czytnik.

Dodaj komentarz