PC w dobie transgresji

Kilka dni temu zdecydowałem się na eksperyment, do przeprowadzenia którego zainspirowała mnie lektura książki John’a Ryan’a A History of Internet and the Digital Future. Publikacja aż prosi się o szerszą recenzję – i na nią przyjdzie pora, ale teraz opowiem o samym eksperymencie.

Jednym z głównych założeń przyświecających temu miejscu jest wychwytywanie pozornie banalnych zjawisk ufundowanych na relacji człowieka i technologii, które tak głęboko wpisały się w codzienność, że umykają naszej uwadze. Jednym z takich fenomenów jest degradacja naszych komputerów osobistych do roli… terminali. Nie chodzi tu jedynie o ogromną popularność usług typu cloud computing (których nie należy postrzegać w kategoriach wynalazku ostatnich lat, zob. tu), lecz o sam status stacji PC we współczesnym ekosystemie informacyjnym.

Przeprowadziłem eksperyment, który polegał na odtworzeniu zwyczajów obcowania z komputerem osobistym sprzed dekady. Uruchomiłem na swoim laptopie wirtualną maszynę, następnie zainstalowałem na niej wiekowy system Windows XP. Kolejny etap polegał na instalacji kilku niezbędnych aplikacji: Win RAR, Office, Winamp, Media Player Classic. Można byłoby odnieść wrażenie, że osiągnąłem gotowość operacyjną. Nic bardziej mylnego. Nadszedł moment na zadanie sobie fundamentalnego pytania: Gdzie są moje dane – lista kontaktów, kalendarz, backup najistotniejszych dokumentów, ustawienia systemowe, maile, wreszcie – moi znajomi?

Z całą pewnością, żaden z tych elementów nie znajdował się na systemowym pulpicie. Zakończmy zabawę i wróćmy do roku 2012. Jakie wnioski można wyciągnąć z powyższego eksperymentu? Tak, bez wątpienia nastała era post-PC i ci którzy jeszcze zaprzeczają wystąpieniu tej transformacji – są w błędzie. Wraz z pojawieniem się możliwości przeniesienia naszych danych do chmury, urządzenie którego akurat w danym momencie używamy, by uzyskać do nich dostęp, wcale nie musi być komputerem osobistym. Kwestia hardware’u jest tu co najwyżej drugorzędna. Mogę rozpocząć pisanie dokumentu na smartphonie, dodać przypis na tablecie, a przejrzeć i wydrukować tekst z laptopa.

Zwiększenie możliwości operacyjnych stacji roboczej – aktualizacja systemu, zakup nowych aplikacji, czy rozrywka (np. gry), także odbywają się za pomocą sieci. Stąd producenci oferują sprzęt o coraz bardziej ograniczonych możliwościach bezpośredniego wprowadzenia danych – powszechny brak napędu optycznego, niewielka liczba dostępnych portów komunikacyjnych. Usługi webowe, takie jak Google Docs, Flickr czy Facebook przenoszą ciężar naszej aktywności poza środowisko komputera osobistego, a ten w konsekwencji spada do rangi medium pośredniczącego.

Tuż po instalacji mojego wirtualnego systemu, jak najszybciej chciałem zalogować się do Dropboxa, SkyDrive i kilkunastu innych usług. Fakt ten jest wiele mówiącym znakiem naszych czasów. W erze dominacji Web 2.0, trudno byłoby mi rozpocząć pracę bez ponownego nawiązania kilkuset połączeń, które na powrót wprowadziłyby mnie do pieczołowicie skonstruowanej sieci powiązań w ramach mojego systemu wymiany informacji.

Warto też zwrócić uwagę na antropologiczny skutek wiążący się ze zmianą roli komputera osobistego. Obecnie w coraz mniejszym stopniu możemy określić ten konkretny komputer mianem mojego tzn. zawierającego moje informacje, które znajdują się wyłącznie na dysku tej konkretnej jednostki. Nie zachodzi już taka potrzeba, bowiem dostęp do informacji w coraz mniejszym stopniu uzależniony jest od fizycznej bliskości urządzenia, na którym ją wygenerowaliśmy, bądź jest ona przechowywana.

Ryan przytacza wypowiedź Leo Beraneka, który pracował przy tworzeniu sieci ARPANET: “W następnym etapie rozwoju [sieci], systemy operacyjne, programy do edycji tekstu i inne będą operowały z potężnych serwerów. W domach i biurach znajdziemy niewiele sprzętu, może tylko drukarkę i płaski ekran”. Zdanie to pochodzi z 2000 r. Obecnie wiemy już, że Ryan nie tyle nie miał racji, co mylnie oszacował tempo zmian – w naszych domach znajduje się coraz więcej płaskich ekranów-terminali (np. tabletów) i coraz mniej drukarek…

Zdjęcie z kafelka pochodzi ze strony: http://en.wikipedia.org/wiki/Technological_revolution

Udostępnij!Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Również może Ci się spodobać...

Liczba odpowiedzi: 7

  1. Jarek Kopeć pisze:

    1. Nawyki użytkowania

    W Polsce cloudy są raczej rzadkością. Ja sam, choć mam laptopa i smartphone’a, konsolę do grania i iPoda, pliki trzymam na twardym dysku. Do trzymania kopii zapasowych się przymierzam, ale wykorzystam do tego raczej zewnętrzny HDD. Listy kontaktów nie wprowadzam ochoczo do chmury, bo uważam, że jest zbyt poufna. Kiedy przesiadam się na inny komputer, brakuje mi jej, bo mam ją na laptopie, ale nie skłania mnie to do przenosin w chmurę.

    Sam byłem świadkiem dyskusji, w której świeżo upieczony użytkownik iPada chciał się go jak najszybciej pozbyć. Główny zarzut, który miał do tego tabletu – nie ma przejrzystej struktury katalogów, on nie może trafiać do swoich plików spoza aplikacji, w której je wygenerował.

    Kolejna rzecz – zaufanie korporacjom. Regulamin Google Docs jakiś czas temu (świeżego nie znam) zakładał, że Google przejmuje prawa do wykorzystywania fragmentów zapisywanego przez nas tekstu do swoich celów promocyjnych. Wyobraźmy sobie, o ile nadal działają takie regulacje, że wprowadzam tam swój artykuł. I co, Google może go wziąć?

    2. Hardware i software

    Zgodzę się, że wielu programów nie używamy już na komputerach. Do przeglądania zdjęć lepiej nadaje się Facebook w przeglądarce niż zewnętrzny program. Ale wiele rzeczy nadal wolimy robić na swoich komputerach, subskrypcje oprogramowania są rzadkie, a nawet jak występują w profesjonalnych zastosowaniach (Adobe Cloud), polegają na trzymaniu tego softu jednak częściowo u siebie.

    Dalsza część – były koncepcje o graniu w chmurze, o wielkich komputerach, które gdzieś tam procesują grafikę naszych gier, a my tylko ją wyświetlamy. Ale wciąż tak nie jest, jednak kupujemy gry. Nawet jeśli robimy to przez steam, ściągamy je na swój dysk. Program-rama (soft Steamu) służy do kontrolowania DRM, nie do procesowania samej gry. Ale DRM sam w sobie jest jednak trochę chmurą, sprzedają nam dostęp do usługi a nie grę jako taką. Tu więc trochę punkt.

    Także wiele pod rozwagę, z tą chmurą to nie będzie tak szybko, prosto i szeroko.

  2. @ Jarek Kopeć

    Wydaje mi się, że ta zmiana modelu z komputera centralnego na terminal do chmury) to coraz bardziej nie kwestia osobistych upodobań, tylko cyfrowego wykluczenia.

    To mogą być drobiazgi: student, który nie używa dropbokoksa, nie dostanie materiałów z moich zajęć albo dostanie minus za brak pracy, bo zapomniał zgrać na pendrive’a albo wydrukować. Student, który nie korzysta z sieciowego czytnika rss, częściej przeoczy przydatne informacje, które dla niego umieszczam na blogu. Bez synchronizacji internetowej w pewnej chwili nie będzie miał w telefonie jakiejś kluczowej informacji, np. numeru telefonu do osoby, z którą się umówił na rozmowę o pracę, a adres się nie zgadza, itd.

    Te drobiazgi pomnożone przez dziesiątki sytuacji, tysiące dni i miliony osób w skali statystycznej nie mogą pozostawać bez znaczenia.

  3. Dropbokoks, lol. I don’t like Freud’s theories because they aren’t testicle.

  4. SunTzu pisze:

    Z punktu widzenia użytkownika jak najbardziej słuszne założenia.

    Niestety całkowicie błędne z punktu widzenia GEEK-a. Te wszystkie rozwiązania de-facto istniały „od początku”. Tylko dziś wszyscy wiedzą, że jest coś takiego jak Fejsbók…

    Podobnie smarfony istniały długo przed iPhonem, podobnie MP3 playery istniały długo przed iPodem. Podobnie przed Google, Gmailem, Facebook-iem były takie rozwiązania dostępne.

    Podobnie jak sam pisałeś… korzystasz z maszyny wirtualnej, którą wykorzystuje garstka ludzi (bezpośrednio). Rozwiązanie jednak jak najbardziej potrzebne i przydatne każdemu.
    Do gier, do programów, do offfice, do wszystkiego… Bo wszystko trzymać w natywnym OS-ie takim jak OS-X/Windows jest skrajnie niebezpieczne, niestabilne.

  5. Wiley Mohney pisze:

    I love it when people get together and share ideas. Great site, continue the good work!

  6. aaaa pisze:

    Jaki qfa wiekowy system XP!? Ja używam go do tej pory!

    • Łukasz Mirocha pisze:

      Komputery osobiste są popularne od trzech dekad – XP jest obecny na rynku od jedenastu lat (pierwsza wersja wydana w 2001r.). Wsparcie dla Service Pack 3 zakończy się w 2014 roku. To jest stary system, choć w dalszym ciagu używany przez ogromną liczbę użytkowników.

Dodaj komentarz