Podniebne strumienie. O samolotach i pasażerach (w internecie)

Żyjemy obecnie w erze informacji dostarczanych w czasie rzeczywistym. David Berry określa współczesne społeczeństwa krajów rozwiniętych jako „riparian users” – użytkowników nadbrzeżnych. Metafora badacza obrazuje współczesne praktyki komunikacyjne oparte na cyfrowej transmisji informacji. Zanurzeni jesteśmy obecnie w dziesiątkach strumieni informacyjnych, przybierających formę serwisów społecznościowych, usług w chmurze, aplikacji mobilnych etc. Jednak gdy znajdujemy się 10 kilometrów nad ziemią, w maszynie pędzącej kilkaset kilometrów na godzinę, wracamy do świata sprzed ery internetu. Już wkrótce ta sytuacja ulegnie zmianie.

Mat Honan, przywołując skrajne przykłady, stara się zilustrować nasze przywiązanie i zależność od strumieni informacyjnych. Wymieniane przez niego ekstrema dobitnie obrazują jedną z cech charakteryzujących społeczeństwo software’u. Redaktor WIRED pisze o specjalnych obozach w dziczy, na które nie możemy zabrać smartfona, podaje przykład aktywisty technologicznego Morozova, który zamyka swój router i telefon w sejfie z zamkiem zegarowym, jeśli chce przez jakiś czas „pobyć samemu”. Honan opisuje także swój sposób przeciwdziałania ciągłemu dopływowi informacji – redaktor okresowo kasuje skrzynki pocztowe na swoim urządzeniu mobilnym.

W analizie zjawiska lawinowo rosnącej zależności od informacji dostarczanej w czasie rzeczywistym, redaktor WIRED koncentruje się zwłaszcza na kurczącej się wciąż strefie „bez zasięgu” i zasilania. Wydaje się, że już wkrótce przejście do trybu offline będzie uzależnione wyłącznie od dobrowolnej i świadomej decyzji użytkownika. Obserwując jednak rosnącą zależność od dopływu informacji w czasie rzeczywistym – zarówno na poziomie pojedynczego użytkownika, jak i całych gałęzi gospodarki. Decyzja o czasowym nawet ”odłączeniu się” może być coraz trudniejsza. Zwłaszcza, że znikają kolejne techniczne ograniczenia w zakresie dostępu do sieci. Jeśli projekty takie jak Google Loon zakończą się sukcesem każde miejsce na naszej planecie znajdzie się w zasięgu szerokopasmowego internetu. Jedna z inicjatyw giganta z Mountain View ma na celu dostarczenie Internetu w trudno dostępne obszary przy pomocy balonów-punktów dostępowych unoszących się w stratosferze.

Google Loon

Jeden z balonów Google Loon
Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Project_Loon

 

Obecnie jednym z niewielu miejsc, które zapewniają nam czasowe przeniesienie się do czasów sprzed rewolucji mobilnego dostępu do sieci jest… pokład samolotu pasażerskiego.

Warto przyjrzeć się samej podróży samolotem liniowym, która z punktu widzenia współczesnej cywilizacji jest czynnością paradoksalną. Przez kilka lub kilkanaście godzin przebywamy bowiem w otoczeniu jednego z najbardziej skomplikowanych dzieł ludzkiego intelektu. Odrzutowy samolot pasażerski to warta kilkadziesiąt milionów dolarów maszyna oparta na szeregu systemów komputerowych i najnowszych rozwiązaniach inżynieryjnych, która przez większość lotu pilotuje się właściwie sama.

Pomimo tego, że najnowocześniejsze maszyny to latające komputery, naszpikowane elektroniką oraz środkami łączności, stanowią one zarazem jeden z ostatnich azylów świata sprzed rewolucji informacyjnej i informatycznej. Po części to właśnie wprowadzenie lotów transkontynentalnych ponad pół wieku temu, przyczyniło się do globalnej cyrkulacji kapitału, towarów i ludzi, a więc także idei. Choć samoloty pasażerskie stanowią jeden z fundamentów dzisiejszego świata, ten sposób podróżowania zapewnia nam sposób bycia w świecie, który odchodzi już do historii. Wchodząc na pokład samolotu, zdajemy się jednak o tym zapominać.

 

Wnętrze kabiny klasy ekonomicznej w Boeingu 787
Źródło: http://www.astroman.com.pl/img/magazyn/1341/o/Boeing_787_Dreamliner_LOT_13_interior.JPG

 

Justine Sacco rozpoczynała podróż jako specjalistka PR w dużej agencji obsługującej największe korporacje. Justine tuż przed startem opublikowała rasistowskiego tweeta (leciała do Afryki). W czasie jej 12-godzinnego lotu wiadomość stała się viralem, wywołując obyczajową burzę. Po wylądowaniu Justine było już bezrobotną. Sacco pracowała na kierowniczym stanowisku w dziale PR, powinna więc zdawać sobie sprawę z ewentualnych konsekwencji swoich działań. Historia Justine obrazuje nie tylko procesualny charakter współczesnej komunikacji oraz szybkość, z jaką może się ona rozpowszechniać. Autorka tweeta, jak każdy użytkownik nadbrzeżny, przyzwyczaiła się do dostępu do informacji i możliwości jej edycji w czasie rzeczywistym. Przebywając na ziemi, Justine mogłaby zareagować i np. przeprosić. Jednak dziś jeszcze podróż samolotem zapewnia nam przymusową izolację od wszelkich strumieni informacyjnych – mimowolna pauzę. Dzięki historii Justine i wielu podobnym, możemy dostrzec radykalną ewolucję w naszych praktykach komunikacyjnych nie zawsze odpowiadających okolicznościom, w których przyjdzie nam się znaleźć. 

Źródło: http://www.iphonesavior.com/2012/12/fcc-wants-faa-to-let-us-all-use-gadgets-during-takeoff-and-landing.html

 

Już wkrótce samolot pasażerski może jednak utracić status labolatorium zachowań społeczeństwa informacyjnego. Podobnie jak trudno dostępne tereny i obszary o znikomej gęstości zaludnienia, znajdą się wkrótce w zasięgu balonów Google, tak samo powszechne wyposażenie samolotów w hot-spoty jest jedynie kwestią czasu. Dzięki nowym regulacjom Federalnej Agencji Lotnictwa (USA) już teraz można korzystać z wszelkich urządzeń elektronicznych podczas wszystkich faz lotu (od niedawna zezwalają na to także europejscy przewoźnicy np. PLL LOT). Niektórzy przewoźnicy idą jednak dalej – w Europie usługę darmowego Wi-Fi na pokładzie swoich maszyn oferują np. linie Norwegian (przetestowałem – działa). Upowszechnienie się tego rozwiązania (w każdej klasie rezerwacyjnej) wydaje się być jedynie kwestią czasu. Wraz z nielimitowanym dostępem do sieci na pokładach samolotów rejsowych, zniknie jeden z ostatnich bastionów, który mimowolnie zapewniał nam oderwanie od strumieniu informacyjnych.

Norwegian WI-FI

Element kampanii reklamowej linii Norwegian.
Źródło: http://www.mynewsdesk.com/uk/norwegian/pressreleases/norwegian-first-with-in-flight-wifi-on-european-flights-577856

 

Przyznam, że brak sieci na pokładzie samolotu pomaga w wyznaczeniu mentalnej granicy między miejscem startu i lądowania – zrywamy z ciągłością doświadczania rzeczywistości, którą podtrzymuje zwykle stały dostęp do naszej sieciowej tożsamości, gdy poruszamy się na lądzie. Lot pozwala na chwilę refleksji, lekturę książki, czy słuchanie muzyki. Okazuje się, że te czynności nie muszą być przerywane powiadomieniami, mailami i smsami. Już wkrótce rejs samolotem może przypominać podróż autobusem komunikacji miejskiej, co zwłaszcza przy dłuższych lotach, będzie z pewnością męczące. W wakacje czeka mnie kilka lotów linią Norwegian, a więc z Twitterem na pokładzie. Zobaczymy.

Wydaje się, że z dostępu do sieci na pokładzie, zadowoleniu będą zwłaszcza podróżujący w interesach, czy frequent flyers. Dla wielu internet w samolocie stanie się kryterium wyboru konkretnego przewoźnika. Dostęp do Dropboxa i Google Drive podczas kilkunastogodzinnego lotu będzie kolejną okazją do zwiększenia naszej produktywności i zaoszczędzenia czasu. Zgoda, nie powinniśmy się jednak oszukiwać, dla większości użytkowników główną zaletą będzie dostęp do Facebooka i Youtube, prawda?

Zdjęcie z kafelka pochodzi ze strony: http://arstechnica.com/business/2011/06/in-flight-internet-the-view-from-35000-feet-and-three-years/

Udostępnij!Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Również może Ci się spodobać...

Dodaj komentarz