Techno-estetyka. Dlaczego urządzenia zaczynają nam się podobać?

Ostatni post poruszał problem analfabetyzmu technologicznego kolejnych pokoleń użytkowników wystawionych na interakcję z technologią. Stan ten ma swoje źrodło w  postępującym zamknięciu urządzeń codziennego użytku – zarówno ma poziomie software (interfejs) jak i hardware (dostęp do podzespołów). Problem przedstawiony w poprzednim wpisie jest oczywiście wycinkiem szerszego procesu – zmiany statusu technologii we współczesnym świecie. Lev Manovich w eseju Friendly Alien: Object and Interface zwraca uwagę na kolejny istotny aspekt tego fenomenu – estetyzację urządzeń, które do niedawna oceniano wyłącznie pod kątem ich funkcjonalności i opłacalności ekonomicznej.

Multimedialne interfejsy systemów operacyjnych, kształt obudowy urządzenia, nawet materiał, z którego jest ono wykonane – wszystko to składa się na atrakcyjną mozaikę wrażeń, która wabi nas nieustannie. Wystarczy odwołać się do dzisiejszych centrów handlowych, gdzie obok butików, perfumerii, znajdziemy sklepy z techno-klejnotami. Artefakty-akcesoria technologiczne przestały być postrzegane jedynie jako zlepek kabli i układów scalonych – w zbiorowej świadomości, osiągnęły one pozycję równą innym przedmiotom, którymi otaczamy się nie tylko przez wzgląd na ich funkcjonalność, ale dlatego, że są… piękne.

Levi Bryant oraz Ian Bogost proponują nową ontologię codzienności – object-oriented-ontology. Jeden z bardziej atrakcyjnych prądów współczesnej filozofii zakłada rezygnację z klasycznej hierarchii bytów – człowiek, zwierzę, przedmiot. Przedstawiciele tego kierunku postrzegają człowieka jako byt istniejący wśród innych równorzędnych bytów, nie charakteryzujący się przy tym uprzywilejowaną pozycją. Cokolwiek co oddziałuje – jest, należy zatem rozszerzyć pojęcie bytu tak, by obejmowało ono swym zakresem zarówno istnienie jak i jego oddziaływanie. Hierarchia istotności oddziaływań byłaby nonsensem, dlatego byty funkcjonują w ramach horyzontalnej sieci powiązań i w tym sensie są sobie równe.

Obecnie urządzenia pośredniczą w ogromnym stopniu nie tylko w interakcji ze światem cyfrowym, ale także z fizyczną, realnie istniejącą rzeczywistością. Funkcjonujemy w poszerzonej przestrzeni, w której odgrywają one coraz większo rolę. Komputer, czy urządzenia mobilne zyskały status swoistej bramy do istotnego wycinka naszego życia. Bezpośrednio przekłada się to na intensywność i typ relacji, jakie z nimi nawiązujemy – spróbujcie spędzić cały dzień bez telefonu – jak będziecie się czuć, mając swiadomość, że nie ma go z wami?

Uważam, że potrzeba nadania wartości estetycznej oraz czerpania przyjemności z użytkowania urządzeń, bezpośrednio wiąże się z opisaną wyżej zmianą ich statusu we współczesnej rzeczywistości. Hipermediacją interfesjów (dźwięk, obraz, wideo), poszerzeniem pola interakcji (oprócz standardowych kontrolerów – myszki czy klawiatury, korzystamy także z interfejsu dotykowego oraz systemów sterowania mową), z konieczności doprowadziła do przywiązywania coraz większej wagi do designu samych urządzeń. Jeśli korzystamy z urządzenia kilka, a nawet kilkanaście godzin na dobę, obok kryteriów funkcjonalności, czy wydajności, liczy się także jego wartość estetyczna.

Potrzeba estetyzacji urządzeń bezpośrednio wiąże się z wpływem jaki wywierają one na użytkownika. Nie powinniśmy zapominać o stale powiększającym się rezerwuarze sposobów komunikacji między człowiekiem a artefaktami technologicznymi – możemy ich dotykać, mówić do nich – interakcja zachodzi tym samym na na wielu poziomach równocześnie. Oddziaływanie urządzeń z punktu widzenia object-oriented-ontology, pozwala im stać się bardzo ważnymi centrami (hubami) w sieci relacji między człowiekiem, a otaczającą go rzeczywistością (przestrzenią realnie istniejącą oraz tą cyfrową – poszerzoną przestrzenią). Istnieje wiele przedmiotów codziennego użytku, ale tylko zaawansowane urządzenia obliczeniowe, będące jedymi punktami stycznymi z coraz istotniejszym dla nas cyfrowym uniwersum, mogą zajmować tak szczególną pozycję. Trudno bowiem sprawdzić stan konta, wysłać maila i porozmawiać z przyjaciółmi za pomocą czajnika elektrycznego.

Interfejsy miękkie (oprogramowanie) na przestrzeni ostatnich kilku dekad przeszły ogromną transformację – wystarczy porównać szatę graficzną systemu Windows 95 oraz WIndows 7/8 – ilość animacji, rozwiązania wykorzystujące grafikę trójwymiarową, czy efekt transparentności. Trudno oczekiwać, że interfejsy twarde (hardware, obudowy, kontrolery) pozostaną kwadratowymi pudełkami o wątpliwej wartości estetycznej. Chyba nikt nie chciałby jeździć samochodem, który prezentuje się efektownie jedynie w środku. Zwłaszcza, że zanim użytkownik doświadczy wrażeń, pochodzących z uniwersum cyfrowego, musi zetknąć się z namacalnym urządzeniem. Obudowa telefonu, komputera, czy telewizora (mowa tu o kształcie, materiałach, designie), powinna budzić pozytywne emocje, a nie pełnić rolę włazu, który trzeba jak najszybciej otworzyć, by znaleźć się w zaczarowanej krainie.

Zdjęcia z kafelka pochodzi ze strony: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Richard_Sapper_Sandwich_Clock_Austin_Calhoon_Photograph.jpg

Udostępnij!Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Również może Ci się spodobać...

1 Odpowiedź

  1. SunTzu pisze:

    Wiesz…
    Różnica pomiędzy 95->Win8 znacząca
    Różnica pomiędzy Win 3.11->Win8 minimalna.

    Interfejs działania dzisiejszych systemów nie wiele różni się od tego co znaliśmy z Windows-a 3.11. Czyli x ikonek na pulpicie, otwierasz folder gdzie masz y więcej ikonek. Wszystko jest identyczne, a jednak nie identyczne. Ilość kolorów Win3.11 design wszystko się rozwinęło…. Jednak mechanizm działania dzisiejszych systemów nie wiele różni się od tego co już wymyślono, stworzono.

Dodaj komentarz